Już od dłuższego czasu planowałam żeby dołączyć do serii, która zapoczątkowała Anwen pt. Niedziela dla włosów. Jednak zawsze była jakaś wymówka, a to brak czasu, a to złe światło do zdjęć i na koniec brak aparatu. Teraz postanowiłam, że trzeba to zmienić.
Jak w tytule możecie zauważyć dziś w roli głównej będą kosmetyki rosyjskie. Dość długo zbierałam się, żeby je zamówić a później jeszcze dłużej czekały na użycie. Ale się doczekały.
Na początek nałożyłam na włosy regenerujący olejek do włosów. Mimo, iż na opakowaniu jest informacja aby trzymać go 60 minut to ja nie zastosowałam się do tego i miałam go na włosach ponad 2h. Następnie włosy umyłam szamponem z organicznym olejkiem cedrowym. Na sam koniec nałożyłam balsam na łopianowym propolisie. Co do działania (i nie tylko) poszczególnych kosmetyków nie chcę za dużo pisać ponieważ już wkrótce pełne recenzje.
Po całym "zabiegu" włosy po pierwsze bardzo fajnie, naturalnie się zakręciły. Nie były obciążone czy sklejone. Włosy lekko się błyszczały, jednak do ideału im jeszcze dużo brakuje (szczególnie nawilżenia i przede wszystkim trzeba podciąć końcówki).
A włosy prezentowały się tak:
A Wy znacie rosyjskie kosmetyki? :)
.jpg)






