Dziś chciałam Wam trochę napisać o kosmetyku, który już dłuższy czas gości na mojej półce w łazience. :)
Kosmetyk, który weźmiemy dziś na tapetę nie jest zbyt bardzo popularny. Szczerze to na żadnym blogu nigdy nie spotkałam się z jego recenzją, a nawet trudno jest go znaleźć w drogeriach internetowych. Ja tą maskę zamówiłam na paatal 'u, jakiś czas temu i kosztowała mnie 5,50 - co uważałam za grosze i tak naprawdę wzięłam ją w ciemno.
Produkt otrzymujemy w dużym opakowaniu bo aż 500 ml. Na opakowaniu po polsku nie ma ani jednego słowa więc niezbędna nam jest znajomość angielskiego bądź tłumacz :D
Opakowanie jest plastikowe z przykrywką. Zapach jest mało przyjemny, przynajmniej mi się średnio podoba. Kolor maski to lekko różowawa w kierunku białego. Maska jest dość gęsta jednak dobrze się nią nakłada.
Maski używałam systematycznie przez ponad 4 miesiące. Odstawiłam ją na trochę ale wracam do niej aby ją wykończyć.
Przede wszystkim nie radzę kłaść jej na skalp. Położyłam 2 razy i strasznie obciążyła włosy co skutkowało tym, że musiałam je myć raz jeszcze.
Kładę ją już tylko na długość włosów i jest ok. Nakładam ją po umyciu, a następnie zakładam czepek - i tak od 20 minut do 40 z nią na włosach funkcjonuję.
Włosy po jej użyciu są błyszczące, wygładzone, mniej się puszą. Skręt jest bardziej widoczny. Końce są tak jakby ładniejsze.
Jest wydajna - używam jej i używam i końca nie widać ;p
Polubiłam tą maskę bo dobrze sprawowała się na moich włosach. Jednak raczej już jej nie zamówię bo jest tyle innych kosmetyków do przetestowania w sklepach jak i w moich zapasach.
A Wy ją znacie? :)

