24 marca 2013

Coś do poczytania czyli co ostatnio Ania przeczytała #2




"Logan Thibault jest urodzonym szczęściarzem. Służył w piechocie morskiej, ma za sobą służbę w Iraku, gdzie wielokrotnie otarł się o śmierć. Przeżył i wrócił do domu z pamiątką? znalezionym na pustyni zdjęciem młodej kobiety, które traktuje jako talizman. Kiedy w bezsensownym wypadku ginie jego przyjaciel, Logan stawia sobie za cel odszukanie dziewczyny z fotografii. Przemierzając pieszo kraj, odnajduje ją w Hampton, miasteczku w Karolinie Północnej. Beth nie jest jednak księżniczką z bajki, ale rozwódką z dziesięcioletnim synem, która ma sporo kłopotów z byłym mężem, zastępcą szeryfa i wnukiem najbardziej wpływowego obywatela miasta. Pomiędzy mężczyznami wybucha ostra rywalizacja..."

 Jest to kolejna książka Sparksa, którą przeczytałam w ostatnim czasie. Sparks pisze w określonym schemacie, który pojawia się w każdej jego książce, którą dotychczas przeczytałam. "Szczęściarz" to jedna z książek Sparksa, która podobała mi się najbardziej. Bohaterowie są idealni, podobnie jak miłość głównych bohaterów. "Szczęściarz" to książka o miłości, przeznaczeniu i szczęściu. Przyjemna pozycja, szybko się czyta. Zakończenie troszeczkę mnie zdziwiło, myślałam, że będzie inne. Jednak jak się pewnie domyślacie było szczęśliwe.


 
"Książka "Trucicielka" i inne historie o namiętnościach to zbiór czterech wyjątkowych opowiadań bestsellerowego francuskiego autora. Schmitt porusza w nich kwestie poszukiwania miłości, nadziei, zwątpienia, ale tym razem wzbogaca je o coś nowego. O namiętność, analizę naszych najskrytszych pragnień, emocji. Uczuć, które w jednej chwili mogą nas wyzwolić lub doprowadzić do zbrodni.
Jego bohaterowie nie są kryształowi. Często wzbudzają prawdziwy lęk. Pewna starsza kobieta podejrzewana jest o zamordowanie swych trzech mężów. Nikt nie zna prawdy i tylko jeden człowiek, będzie miał szansę ją usłyszeć. Zmieni ona jego życie, zabierając tak potrzebną jego duchowemu rozwojowi niewinność. W drugim opowiadaniu pewien marynarz dowiaduje się o śmierci córki. Nie wie tylko której. Przerażony uświadamia sobie, że nie wszystkie kocha równie mocno. Kolejne opisuje rywalizację dwóch młodych muzyków. Chęć wyrównania rachunków odkrywa mroczne kulisy życia ludzi, którzy mogli mieć wszystko, ale zmarnowali swój dar. Ostatnie opowiadanie opisuje wzruszającą miłość za kulisami pałacu prezydenckiego. W pustych ścianach wytwornej rezydencji toczy się dramat samotnej, umierającej kobiety.
"

Przeczytałam już kilka książek Schmitta. Jedne podobały mi się bardziej inne mniej. W książce "Trucicelka" możemy przeczytać 4 opowiadania. Najbardziej podobało mi się opowiadanie o marynarzu, które kończy się zupełnie inaczej zaskakująco. Książka skłania nas w pewnym stopniu do przemyśleń nad naszym życiem, zachowaniem.



"Po śmierci matki, która w młodości zerwała kontakt z rodziną, Rebeka postanawia odwiedzić dziadków. Jedzie do Kornwalii, gdzie Baylissowie mieszkają, i tam wkracza w świat, który tylko wyrywkowo zna ze wspomnień matki. Stopniowo odkrywa rządzące nim prawa, zgłębia zasady zawiłej gry, jaką życie toczy z prawdą, aż uświadamia sobie, że to co ważne nie dzieje się z dnia na dzień."

Książkę kupiłam w antykwariacie za jakieś 4 zł, już jakiś czas temu. I tak stała na polce i stała, aż do teraz. Jadąc autobusem do Olsztyna pochłonęłam ją bardzo szybko. Czyta się ją bardzo szybko, przyjemnie. Opowiada historię samotniej dziewczyny, która szuka i poznaje swoją rodzinę. Fabuła jest prosta, przewidywalna, jednak zbyt dużo zbiegów okoliczności.




"Bohaterem "Buszującego w zbożu" jest szesnastoletni uczeń, Holden Caulfield, który nie mogąc pogodzić się z otaczającą go głupotą, podłością, a przede wszystkim zakłamaniem, ucieka z college`u i przez kilka dni "buszuje" po Nowym Jorku, nim wreszcie powróci do domu rodzinnego. Historia tych paru dni, którą opowiada swym barwnym językiem, jest na pierwszy rzut oka przede wszystkim zabawna, jednakże rychło spostrzegamy, że pod pozorami komizmu ważą się tutaj sprawy bynajmniej nie błahe."

"Buszujący w zbożu" to książka, którą chciałam przeczytać od dawna. Jednak książka nie spodobała mi się, sama nawet do końca nie wiem dlaczego. Fabuła się ciągnie, myślałam, że zakończenie mnie zaskoczy ale nic takiego się nie stało. Główny bohater, Holden, również nie zyskał mojej sympatii.


Czytałyście którąś z tych pozycji? 


źródło okładek i opisów; lubimyczytac.pl

20 marca 2013

Wygładzające mleczko do demakijażu Bebeauty

Dziś chciałam Wam troszeczkę napisać o wygładzającym mleczku do demakijażu twarzy i oczu BeBeauty.

Cena:  ok. 5zł

Pojemność: 200ml

Dostępność: tylko w Biedronce



Od producenta: Wygładzające mleczko łagodzące delikatnie oczyszcza skórę suchą i wrażliwą z makijażu i zanieczyszczeń nie powodując wysuszenia. Dokładnie zmywa makijaż. Zapewnia uczucie natychmiastowego ukojenia, skóra staje się gładka i czysta.
Preparat zawiera :
*ekstrakt z nagietka łagodzi podrażnienia, działa kojąco
*olej migdałowy natłuszcza, wzmacnia i wygładza
*masło Shea działa odżywczo, łagodzi objawy suchości skóry
*proteiny sojowe neutralizują wolne rodniki, odbudowują barierę hydrolipidową skóry
*gliceryna utrzymuje właściwy poziom nawilżenia


Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Isopropyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Calendula Officinalis Flower Extract, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Hydrolyzed Soy Protein, PEG-100 Stearate, Ceteareth-20, Potassium Phosphate, Tetrasodium EDTA, Magnesium Aluminum Silicate, Carbomer, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Parfum, Methylparaben, Prophylparaben, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol.


Opakowanie:  Prosta różowo-biała szata graficzna. Butelka jest plastikowa, nieprzezroczysta, jednak kiedy weźmiemy ją pod światło to możemy zobaczyć ile produktu nam jeszcze zostało. Nakrętka jest zamykana na "zatrzask", a mleczko wydobywamy przez "dzióbek ;)".  Opakowanie jest lekko profilowane dzięki czemu dobrze leży w dłoni. Naklejki się nie odklejają.

Zapach: Zapach jest przyjemny, świeży.  Nie utrzymuje się długo.

Konsystencja: Konsystencja nie jest ani za  gęsta ani za rzadka. Dobrze rozprowadza się po buźce.


Działanie: I tu duże pozytywne zaskoczenie ponieważ z moim makijażem radzi sobie bardzo dobrze. Do zmywania oczu go nie używam, mam oddzielny produkt. Pozostawia na buzi lekki film, jednak mi to absolutnie nie przeszkadza. Mleczko nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień. Skóra po użyciu jest przyjemna  w dotyku. Wydajność jest dobra. 

Podsumowanie: Polecam Wam ten produkt, za taką cenę nie będziecie żałować. Swoje podstawowe zadanie spełnia bardzo dobrze. Ciekawostką jest również to, że producentem tego mleczka jest Tołpa. Jest jeszcze inny rodzaj tego mleczka- nawilżające i je też mam zamiar wypróbować.

16 marca 2013

Wypieki: Bezy, bezy, bezy !

Lubicie bezy? Bo ja tak. I właśnie kilka tygodni temu, kiedy zostały po jakimś cieście białka postanowiłam zrobić bezy. Przepis jest dość prosty. Jednak z suszeniem ich jest już troszeczkę gorzej bo trzeba to robić ok.2h. Same bezy są bardzo dobre, ale po zjedzeniu 2 byłam bardzo zasłodzona.



Lubicie bezy?

12 marca 2013

Alterra - dezodorant w kulce z balsamem, mięta i szałwia


Dziś o: dezodorancie w kulce z balsamem, melisa lekarska i szałwia Alterra
 
Cena:  8,49zł
 
Pojemność:  50ml
 
Dostępność:  tylko Rossmann 


Skład:  wodno-alkoholowy wyciąg z melisy lekarskiej, włókna bambusowe, ester glicerynowy, rycynooleinian cynku, gliceryna roślinna, ksantan, tlenek cynku,olej kokosowy, hydrolat szałwiowy, woda oczarowa, ekstrakt ze skrzypu, olejek z jojoby, lecytyna, mieszanina olejków eterycznych.

Opakowanie:  Opakowanie jest szklane, ma prostą szatę graficzną. Nakrętka odkręcana. Kulka jest mała,co mi bardzo odpowiada bo możemy "wydostać produktu" tyle ile nam potrzeba. Opakowanie jest solidne. Jednak nie wiem jak zareagowałoby na bliskie zetknięcie z podłogą. Wydaje mi się, że nic by się nie stało bo szkło jest dość grube.


 Zapach:  I właśnie zapach mnie urzekł najbardziej. Jest bardzo przyjemny, świeży, orzeźwiający, taki cytrusowy(?). Jednak nie jest długo wyczuwalny po nałożeniu. 

Konsystencja:  Dezodorant ten jest dość gęsty o białym kolorze.Czasami przed użyciem muszę nim potrząsnąć. Jest lekki, przyjemny, wchłania się dłuższą chwile, nie klei się po aplikacji.

 Działanie: Kupując go myślałam, że kupiłam antyperspirant. Dopiero w domu doczytałam się, że to jest dezodorant w kulce z balsamem. Jednak jak już kupiłam to i zaczęłam używać. 
Chroni przed brzydkim zapachem jednak nie chroni mnie przed poceniem. Teraz nie potrzebuję aż tak dużej ochrony więc radzi sobie nawet ok, jednak gdy w lato go kilka razy użyłam niestety w ogóle się nie sprawdził. Można go używać po depilacji, nie powoduje podrażnień a nawet je łagodzi. Skóra jest nawilżona i gładka co jest bardzo przyjemne. Jest średnio wydajny.  


Moja opinia:  Tak naprawdę, już po zorientowaniu się, że to nie antyperspirant tylko dezodorant stwierdziłam, że jego właściwością nie jest zahamowanie pocenia. oczywiście fajnie byłoby jakby to robił. Jego wielkim plusem jest naturalny skład,gdzie nie ma aluminium. Dodatkowo nie zawiera produktów pochodzenia zwierzęcego. Jako dezodorant spełnia swoje funkcje. Myślę, że pewnie go kiedyś jeszcze kupię.

A Wy stosowałyście go? Jak wrażenia?